Wzmacniacze gitarowe
Choć wzmacniacze typu combo (popularnie nazywane „piecykami”) są pod wieloma względami o wiele wygodniejsze, a dzisiejsi producenci prześcigają się w ulepszaniu tego typu sprzętów z naprawdę dobrym rezultatem, to stack – połączenie wolnostojącego wzmacniacza typu head z oddzielnie dopasowaną kolumną głośnikową, pozostaje tym rozwiązaniem, które wybierają gitarzyści, parający się muzyka na poważnie. Choć na rynku pojawiają się coraz lepsze wzmacniacze oparte na technologii tranzystorowej, pozostaje on zdominowany przez wzmacniacze, których budowa oparta jest na lampach, bo to one odegrały przełomową rolę w kształtowaniu brzmienia gitar elektrycznych przez ostatnie cztery dekady.
Odrobina historii
Wzmacniacze gitarowe ewoluowały razem z gitarami, które do nich podłączano. Zapotrzebowanie na wzmacniacze wzrastało razem z rozwojem takich gatunków muzyki jak swing i inne gatunki taneczne. Było to spowodowane coraz większą ilością instrumentów włączanych do składu zespołów, a także tym, iż same instrumenty stawały się coraz głośniejsze. W skład większości sekcji rytmicznych wchodziła gitara, która z czasem musiała zmagać się z siłą instrumentów dętych i perkusyjnych (oczywiście gitara przegrywała w tym starciu). Pojedynczy saksofon czy trąbka są o wiele głośniejsze niż gitara akustyczna, więc nie jest zaskoczeniem, że w zespołach swingowych, które w swym składzie miały kilka instrumentów dętych, gitara akustyczna mogła pełnić jedynie rolę symboliczną i brzmieć daleko w tle za sekcją dętą i za perkusją.
Z dzisiejszej perspektywy, kiedy dysponujemy zaawansowaną technologią, pozwalającą właściwie na dowolne kreowanie brzmienia dowolnego instrumentu, produkowane przed laty wzmacniacze wyglądają i brzmią raczej beznadziejnie. Cel zawsze był prosty – stworzyć wzmacniacz, który będzie oddawał wiernie brzmienie gitary akustycznej. Ale komponenty do budowy wzmacniaczy dostępne w trzydziestych i czterdziestych latach XX wieku, nie były w stanie podołać temu wyzwaniu. Wczesne nagrania dokonywane na gitarach elektrycznych brzmieniowo nie zbliżały się nawet do gitar akustycznych (nie przypominały też brzmieniem dzisiejszych gitar elektrycznych). Warto jednak podkreślić, że charakterystyczny sound porównywalny do „klaksonu”, na który składało się wiele czynników, m. in. słaby przester, idealnie trafiał w tę część pasma, w której gitarę można było najłatwiej usłyszeć!
W połowie lat sześćdziesiątych gitara elektryczna miała już ugruntowaną pozycję i stała się instrumentem, na którym opierała się muzyka po obu stronach Atlantyku. Jednakże wzmacniacze gitarowe ciągle były o krok do tyłu, za tym, co działo się w muzyce. Popularne w tamtych czasach zespoły często grały dla tłumu rozwrzeszczanych nastolatków, co zmuszało gitarzystów do rozkręcania ich skromnych wzmacniaczy do maksimum, ale często i to nie wystarczało...
Każdy analogowy obwód odpowiednio mocno przesterowany daje zniekształcenie dźwięku (distortion). W sprzętach audio, służących do odsłuch muzyki, jest to efekt niepożądany, ale dla gitarzystów z lat sześćdziesiątych, którzy odkręcali swoje wzmacniacze coraz głośniej i głośniej, i głośniej... efekt przesterowania dźwięku był wielce satysfakcjonujący i wielu z nich o wiele bardziej polubiło nowe przesterowane brzmienie od tego, którym grali dotychczas.
Podstawowym elementem służącym do budowy sprzętów elektronicznych była w dawniejszych latach lampa, dziś prawie zupełnie wyparta przez tranzystor, który jest lepszy od lampy we wszystkich niemal przypadkach (zaczynając od tego, że jest niezawodny, tańszy i o wiele mniejszy). Przesterowany dźwięk został odkryty przez gitarzystów, kiedy jeszcze na świecie rządziły lampy, które z całą pewnością są lepsze od tranzystorów pod jednym względem – produkują o wiele przyjemniejszy, cieplejszy przesterowany dźwięk. Lampy są wykorzystywane także dziś. Pomimo tego, że producenci wzmacniaczy gitarowych robią naprawdę wiele, by wzmacniacze oparte na tranzystorach brzmiały coraz lepiej, gitarzyści niezmiennie obstają przy zdaniu, że ich muzyka na wzmacniaczach lampowych brzmi po prostu lepiej.
Fakt, że pojawia się coraz więcej przyzwoicie brzmiących wzmacniaczy lampowych, zawdzięczamy badaniom, które mają dać odpowiedź na jedno pytanie: dlaczego systemy oparte na lampach brzmią tak dobrze?
Początkowo nie było możliwości, by udało się osiągnąć przesterowane brzmienie bez odkręcenia wzmacniacza do maksymalnego poziomu głośności. Do późnych lat sześćdziesiątych wzmacniacze gitarowe miały tylko jedno pokrętło odpowiadające za siłę sygnału. Zatem brzmienie wzmacniacza mogło być albo ciche i czyste, albo głośne i przesterowane. W oczywisty sposób stanowiło to problem w przypadkach, gdy gitarzyści chcieli osiągnąć efekt przesterowania, grając w małych salach bardziej kameralne koncerty lub po prostu ćwicząc w domach. Dwa rozwiązania tego problemu pojawiły się jednocześnie – pierwszym był pedał distortion (efekt podłogowy o nazwie „fuzz”), drugim rozwiązaniem było dodanie potencjometru „master volume control”.
Pomysł z efektem „fuzz” był prosty, chodziło o zbudowanie zewnętrznego urządzenia, które przesteruje dźwięk i w takim kształcie wyśle go do wzmacniacza. Pierwsze „fuzy” wykorzystywały nową technologię tranzystorową i przez to nie potrafiły dać takiego przesteru, jaki dawały lampy (choć podłączone do wzmacniacza lampowego brzmiały trochę lepiej, gdyż ten nieco wygładzał i poprawiał ich brzmienie).
Jako pierwsza potencjometr „master volume control” (technologia polegała na wzmocnieniu dźwięku już przesterowanego, wychodzącego z przedwzmacniacza) zastosowała firma Marshall. To rozwiązanie było o wiele lepsze, także dzięki temu, że można było ustawić na przedwzmacniaczu stopień przesterowania dźwięku, a sam sound był kreowany przez lampy, a nie przez tranzystor. Dziś większość wzmacniaczy gitarowych korzysta właśnie z takiego rozwiązania. Dodano potencjometr „gain”, który odpowiada jednocześnie za głośność i stopień przesterowania dźwięku oraz „master volume control”, odpowiadający za głośność dźwięku, który ostatecznie opuszcza wzmacniacz.
Lampy i tranzystory dziś
Od wielu lat wzmacniacze tranzystorowe brzmią słabiej niż ich lampowi kuzyni, pomimo to mają one duży udział w rynku muzycznym. W dzisiejszych czasach lampy już prawie zupełnie straciły rację bytu w przemyśle elektronicznym. Wyjątkiem jest części przemysłu produkującego sprzęt audio oraz zastosowania wojskowe. Z tego powodu, że lampy są dziś tak rzadko wykorzystywane wypływa fakt, iż są one kilkaset razy droższe od tranzystorów!
Co za tym idzie wzmacniacze lampowe są o wiele droższe od tranzystorowych, często ich cena dwukrotnie przewyższa cenę „tranzystorów”, które mają te same podstawowe parametry. Należy też powiedzieć, że producenci wzmacniaczy tranzystorowych w ciągu ostatnich dwudziestu lat znacznie poprawili jakość swoich produktów, więc dziś wiele konstrukcji opartych na tranzystorach brzmi rzeczywiście bardzo dobrze. Poświęcili oni wiele wysiłku na to, by zrozumieć dlaczego lampy brzmią właśnie tak, jak brzmią i nieustannie podejmują próby naśladowania tego brzmienia przy pomocy tranzystorów oraz bardziej skomplikowanych układów elektronicznych i procesorów cyfrowych.
„Hybrydy” stanowią nowy trend w budowie wzmacniaczy, który z pewnością jest godny uwagi. Jeśli dany model wzmacniacza ma w swej nazwie określenia: „Valvestate” lub „Transtube”, oznacza to, iż oparty jest na technologii hybrydowej, wykorzystującej i tranzystory, i lampy. Zazwyczaj hybrydy są kombinacją lampowego przedwzmacniacza z tranzystorowym wzmacniaczem. Wówczas lampa ma nadać brzmieniu swój unikatowy sound na poziomie przedwzmacniacza, a tranzystorowy wzmacniacz ma za zadanie uczynić to brzmienie głośniejszym przy jak najmniejszej ingerencji w samo brzmienie (w rzeczywistości jest to bardzo trudne do osiągnięcia).
Wzmacniacze tranzystorowe królują na tym obszarze rynku, gdzie poszukiwane są tańsze rozwiązania. Natomiast wzmacniacze lampowe wiodą prym tam, gdzie dla gitarzystów mimo wszystko ważniejsze jest brzmienie niż cena. Dla tej grupy muzyków wzmacniacze tranzystorowe i hybrydowe będą zawsze brzmieć gorzej.
Po pierwsze, wynika to z tego, że klasyczny rockowy distortion nie jest produkowany tylko w przedwzmacniaczu – budowa wzmacniacza dającego głośność ma także wpływ na brzmienie (należy zdawać sobie sprawę, że również kolumna, do której podłączamy wzmacniacz ma wpływ na ostateczny sound).
Po drugie, lampa jest tysiąc razy szybsza od tranzystora. Pewne właściwości lamp stanowią także o tym, że obwody budowane na ich bazie są prostsze i dlatego droga jaką musi przebyć sygnał, jest krótsza. Sprawia to, że wzmacniacze lampowe są czulsze i mają lepszą dynamikę. Pod tym względem wzmacniacze tranzystorowe oraz te oparte na bardziej skomplikowanych układach elektronicznych i cyfrowych nigdy nie będą w stanie dorównać wzmacniaczom lampowym.
Wzmacniacze lampowe
Rodzaje wzmacniaczy mogą być opisane przy pomocy nazewnictwa określającego te części wzmacniaczy, które odgrywają największą rolę w kształtowaniu brzmienia. Większość klasycznych wzmacniaczy lampowych należy do klasy A, która charakteryzuje się szerokimi i dynamicznym brzmieniem, przenikliwym soundem i soczystym ciepłym przesterem. Wczesne wzmacniacze Klasy A mogły oczywiście produkować przester tylko przy maksymalnym odkręceniu pokrętła głośności. Innym minusem tych konstrukcji był fakt, że lampy szybko się zużywały – regularna konserwacja jest w przypadku wzmacniaczy lampowych zasadniczą sprawą!
Wzmacniacze klasy B są trwalsze i brzmią czysto nawet po długim okresie użytkowania. Są także bardziej uniwersalne.
Wzmacniacze produkowane przez firmę Mesa Boogie, które są uważane za najbardziej zaawansowane i nowoczesne, są kombinacją najlepszych cech klas A i B.
Wzmacniacze lampowe można podzielić także pod względem charakteru brzmienia, jakie wytwarzają. Najczęściej spotykane to te o brzmieniu „amerykańskim” i „brytyjskim”. Różnica między nimi jest najbardziej wyraźna w brzmieniu przesteru (o brzmieniu jest bardzo trudno opowiadać, ale zasadnicza różnica jest następująca: brzmienie „brytyjskie” to przestery kojarzące się z klasycznym rockiem lat siedemdziesiątych i takimi zespołami jak Led Zeppelin, Deep Purple czy Thin Lizzy. Natomiast brzmienie „amerykańskie” preferują zespoły takie jak Green Day, Disturbed czy Seven Dust).
Nowoczesne wzmacniacze typu head i combo w większości budowane są w podobny sposób. Mają dwa oddzielne kanały oparte na dwóch oddzielnych przedwzmacniaczach, po to by ani w modelowaniu brzmienia czystego, ani przesterowanego nie trzeba było iść na kompromisy (kosztem pierwszego lub drugiego brzmienia). Kanały można zmieniać za pomocą footswitcha. Niektóre firmy, jak np. Mesa Boogie, dodają do swoich wzmacniaczy trzeci kanał – „crunch” – który jest przeznaczony do grania rytmicznego na przesterze.
Wzmacniacze w większości mają montowaną pętlę efektów, która umożliwia podłączenie zewnętrznych efektów gitarowych takich jak delay, chorus, flanger i wiele innych. Efekty wpięte w pętlę zmieniają brzmienie już za przedwzmacniaczem, ale przed ostatecznym wzmocnieniem dźwięku. Jest to ważne jeśli lubicie przesterowane brzmienie swojego wzmacniacza, a nie pochodzące z efektu zewnętrznego typu distortion, ponieważ efekty modulacyjne powinno się włączać w obieg tak, by docierało do nich brzmienie już przesterowane.
Pamiętać należy również o tym, iż ostateczne brzmienie w ogromnym stopniu zależy także od głośników, pod jakie podepniemy wzmacniacz. Warto wiedzieć o tym, że kable instrumentalne nie nadają się do łączenia wzmacniacza z kolumną! I odwrotnie, kable służące do łączenia wzmacniacz z kolumną nie nadają się do łączenia instrumentu z kolumną, gdyż będę generowały wiele szumów i brumów.
Stack czy combo?
Od lat pięćdziesiątych dostępne są dwa podstawowe rodzaje zestawów: stack (wzmacniacz i kolumna głośnikowa to dwa oddzielne urządzenia, dwie jednostki) i combo (wzmacniacz i głośniki tworzą jednostkę, której nie da się rozdzielić).
Większość producentów wzmacniaczy udostępnia swoje produkty w obu wariantach. Główną przyczyną, dla której rozdziela się wzmacniacz od kolumny głośnikowej, jest fakt, że sprzęt dużo waży. Kolumny zazwyczaj mają wbudowane dwa dziesięcio- lub dwunastocalowe głośniki i to właściwie jest wszystko, co można zrobić w przypadku combo, podczas gdy większość zestawów typu stack opartych jest na kolumnie, w której zamontowane są cztery takie głośniki (oczywiście można do głowy podpiąć dwie takie kolumny lub nawet jeszcze większą ich ilość).
Granie coraz większych, coraz głośniejszych koncertów stadionowych wymagało większego nagłośnienia na samej scenie, ale trzeba wiedzieć, że zazwyczaj wystarczały dwie kolumny na czterech głośnikach, a ściany Marshalli tak często widoczne na koncertach z tamtych czasów, były raczej częścią show, a nie brzmienia...
Zestaw typu stack różni się od combo nie tylko tym, że może grać głośniej (większość wzmacniaczy typu combo z powodzeniem wystarczy nawet na większej scenie). Brzmienie heada podpiętego do kolumny sprawia wrażenie, iż jest ono bardziej osadzone i bardziej zwarte.
Jeszcze inną sprawą jest fakt, że w przypadku zestawu typu stack głośniki są bliżej wysokości na jakiej znajduje się ucho gitarzysty. Pozwala to na lepsze słyszenie i lepsze ustawienie barwy brzmienia bez przekłamań. Combo stoi o wiele niżej od poziomu ucha gitarzysty i z tego powodu grający często podgłaszają się o wiele za mocno (zwłaszcza w sytuacjach, kiedy prosto w drugie ucho wlatuje dźwięk z talerzy kolegi perkusisty). Jakimś wyjściem jest ustawienie piecyka pod kątem, tak by głośniki były skierowane nieco w górę, ale to rozwiązanie nie zawsze da się zastosować, a niekiedy bywa ryzykowne, bo piecyk stoi mniej stabilnie.
Stack jest również bardziej uniwersalny – z łatwością do wzmacniacz możemy podpiąć inną kolumnę, zbudowaną na innym rodzaju głośników, mającą otwarty lub zabudowany tył, co może w znaczny sposób wpływać na brzmienie. Po prostu łatwiej jest eksperymentować.
Typy kolumn głośnikowych
Jak już wspomnieliśmy, rodzaj kolumny ma ogromny wpływ na brzmienie całości zestawu. Do najważniejszych czynników należą tu rodzaj budowy skrzyni oraz konfiguracja i typ głośników użytych do budowy kolumny, ale wpływ na brzmienie mogą mieć również: rodzaj materiału użyty do budowy skrzyni, wewnętrzna struktura skrzyni, a nawet typ maskownicy przesłaniającej i chroniącej głośniki.
Większość kolumn budowana jest na bazie dwunastocalowych głośników. Klasyczny stack to wzmacniacz plus jedna lub dwie kolumny z czterema dwunastocalowymi głośnikami (kolumny takie możemy spotkać w dwóch wersjach: 1) kolumna jest zupełnie prosta od dołu do samej góry; 2) górna połowa kolumny jest ścięta, co sprawia, że dwa głośniki są ustawione pod kątem; ma to ułatwić odsłuch gitarzyście).
Kolumny budowane na bazie jednego dwunastocalowego głośnika lub dwóch dwunastocalowych głośników są również bardzo popularne. Mogą być używane, kiedy potrzebujemy brzmienie bardziej zbliżonego do brzmienia combo, lub po prostu na mniejszych scenach, gdzie na pewno będzie z nimi wygodniej pracować.
Podsumowanie
Choć gitarzysta ma obecnie wiele możliwości wyboru zestawu scenicznego, to właśnie stack zostanie ikoną rockowego stylu jeszcze na długo. Jest on tym rodzajem sprzętu, który daje najwięcej możliwości.
Wybierając wzmacniacz dla siebie, musimy pamiętać, iż decydując się na ten lampowy, będziemy musieli poświęcić więcej czasu i uwagi na odpowiednią konserwację i właściwą jego eksploatację. Warto wiedzieć, że przed odpaleniem wzmacniacza lampowego, należy przynajmniej na trzydzieści sekund pozostawić go z włączoną opcją „standby”, aby lampy miały czas się nagrzać. Dopiero potem włączamy ostatecznie wzmacniacz. Wyłączając postępujemy podobnie: najpierw pozostawiamy wzmacniacz na kilkadziesiąt sekund w pozycji „standby” i dopiero potem wyłączamy całkowicie zasilanie.
Większość elektronicznych sprzętów nie wymaga wiele uwagi, natomiast wzmacniacze lampowe powinny być serwisowane raz w roku (nawet jeśli wszystko w nich działa bez zarzutu, a brzmienie nie budzi zastrzeżeń), aby mogły zachować 100% sprawność i to brzmienie, o którym marzyliśmy.




